Często podczas pierwszych rozmów z klientami słyszę pewną obawę: "Chcemy kupić apartament na południu wyspy, bo tam jest najlepsza pogoda. Ale bardzo boimy się tłumów, głośnych Anglików i dyskotek do rana. Czy południe to tylko Las Americas?"
Zdjęcie, które dziś wrzucam, jest moją najlepszą odpowiedzią. Nie, południe to nie tylko imprezy.
Widzicie ten ceglasty, rozłożysty budynek z charakterystycznymi kominami i kaskadowymi tarasami? To kwintesencja kanaryjskiej "strefy rezydencjalnej".
Oto dlaczego takie kompleksy (często spotykane np. w Palm-Mar czy Callao Salvaje) to idealne rozwiązanie dla osób szukających balansu.
1. Architektura wtapiająca się w krajobraz
Zwróćcie uwagę na kolorystykę. Zamiast krzykliwej bieli wielkich hoteli, mamy tu ciepłą terakotę, która idealnie współgra z surowym, powulkanicznym krajobrazem wyspy i błękitem nieba. Kaskadowy układ (schodkowe ułożenie pięter) to nie tylko zabieg estetyczny. Dzięki temu apartamenty na wyższych piętrach zyskują ogromne, nasłonecznione tarasy, często z całkowitą prywatnością, bo sąsiad z góry nie zagląda nam do talerza.
2. Zero hoteli, sami "swoi"
Miejscowości o takim charakterze rzadko posiadają wielkie molochy hotelowe z opcją All-Inclusive. Znajdziecie tu głównie apartamentowce zamieszkiwane przez rezydentów (osoby mieszkające na Teneryfie na stałe) oraz tzw. "snowbirds" – Europejczyków z północy, którzy uciekają tu przed zimą na kilka miesięcy. To zmienia wszystko. Zamiast pijanej młodzieży, Twoimi sąsiadami będą ludzie ceniący ciszę, poranny jogging z widokiem na ocean i spokojną kawę w lokalnej kawiarni.
3. Kompromis idealny: 15 minut do centrum
To, co najbardziej przyciąga inwestorów do takich osiedli, to logistyka. Mieszkasz w absolutnej ciszy (jak widać na zdjęciu, często w sąsiedztwie dzikiej natury), ale gdy najdzie Cię ochota na zakupy w ekskluzywnym centrum handlowym, kolację w gwarnej restauracji czy wizytę w Siam Parku – wsiadasz w auto i jesteś tam w 10-15 minut.
Masz ciastko i jesz ciastko.
Podsumowanie
Wybierając nieruchomość, nie musisz iść na kompromis z pogodą kosztem świętego spokoju. Wystarczy odjechać zaledwie kilka kilometrów od głównych kurortów, by znaleźć takie "oazy", w których budzi Cię słońce, a nie hałas z ulicy.
A co Ty wolisz? Wibrujące życiem centrum, z którego wszędzie dojdziesz na piechotę, czy taką spokojną enklawę na uboczu? Daj mi znać, a dopasuję oferty pod Twój temperament!





