Z autostrady na południu wystarczy skręcić w górę i jechać kilkanaście minut serpentynami, żeby znaleźć się w zupełnie innej Teneryfie. Tak trafiłem do San Miguel de Abona: białe i kolorowe domy przyklejone do zbocza, wąskie uliczki, kościół, plac, a poniżej całe wybrzeże jak na mapie.
To zdjęcie zrobiłem wieczorem, kiedy nad oceanem wisiała lekka mgiełka. Na dole kurorty i pas zabudowy przy plaży, na górze miasteczko, w którym turystów prawie nie widać. I właśnie o tej różnicy chcę napisać, bo dotyczy wielu osób, które piszą do mnie z budżetem do 200 tys. €.
Medianías, czyli Teneryfa „pomiędzy”
Kanaryjczycy mają na to swoje słowo: medianías. To strefa zboczy między wybrzeżem a górami, mniej więcej od kilkuset metrów wysokości wzwyż. Leżą tu stare miasteczka, które istniały na długo przed kurortami: San Miguel de Abona, Arona, Granadilla, Vilaflor, Adeje w swojej górnej części.
Na południu wyspy wygląda to prosto: im niżej, tym więcej turystów, im wyżej, tym więcej zwykłego hiszpańskiego życia. Przy plaży dominują kompleksy apartamentowe z basenem i recepcją. Wyżej są domy szeregowe, mieszkania w małych kamienicach, domy z tarasem na dachu i sąsiedzi, którzy mieszkają tu cały rok.

Co zyskujesz, mieszkając wyżej
- Niższe ceny niż przy plaży. Nie podam jednej liczby, bo zależy od ulicy i stanu budynku, ale w miasteczkach powyżej kurortów łatwiej zmieścić się w budżecie, który przy samym oceanie wystarcza najwyżej na małe studio.
- Więcej metrów za te same pieniądze. Zamiast kawalerki w kompleksie turystycznym często można znaleźć mieszkanie z sypialnią i tarasem albo mały dom.
- Chłodniej latem. Kilkaset metrów wyżej jest zwykle o kilka stopni chłodniej niż na wybrzeżu, co w sierpniu naprawdę się docenia. Wieczorem przydaje się bluza.
- Widok. Z wielu miejsc widać całe wybrzeże i ocean, bez sąsiedniego hotelu przed oknem.
- Zwykłe życie. Piekarnia, apteka, szkoła, przychodnia i plac, na którym wieczorem siedzą mieszkańcy. Dla osób, które chcą tu mieszkać, a nie spędzać tydzień urlopu, to często ważniejsze niż basen.
O czym trzeba pamiętać
Nie ma róży bez kolców i uczciwie trzeba o nich powiedzieć:
- Samochód. Autobusy jeżdżą, ale w praktyce bez auta trudno tu żyć. Do plaży jest kilkanaście minut jazdy, a nie pięć minut spacerem.
- Pogoda bywa inna niż w kurorcie. Częściej przychodzą chmury, a wieczory są chłodniejsze. Warto przyjechać i zobaczyć okolicę o różnych porach dnia, a nie tylko w słoneczne południe.
- Starsze budynki. Wiele domów ma kilkadziesiąt lat, więc stan instalacji, dachu i ewentualne rozbudowy trzeba sprawdzić dokładnie. Tarasy i dobudówki bywają niezgłoszone, a to sprawa dla prawnika przed wpłatą rezerwacji.
- Wynajem turystyczny to nie jest model dla tych miejscowości. Jeśli myślisz o zakupie pod najem wakacyjny, to raczej nie tutaj. Tu kupuje się dla siebie albo pod najem długoterminowy dla osób, które pracują na wyspie.

Dla kogo to dobry kierunek
Z mojego doświadczenia San Miguel i podobne miasteczka pasują do trzech grup:
- osób, które chcą zamieszkać na Teneryfie na stałe albo na większą część roku,
- kupujących z budżetem do około 200 tys. €, dla których przy plaży zostają tylko najmniejsze lokale,
- ludzi, którzy wolą spokój i hiszpańskich sąsiadów od recepcji i animacji przy basenie.
Jeśli tak jest w Twoim przypadku, zaznacz w Paszporcie Kupującego priorytet „życie całoroczne” i wpisz budżet całkowity. Za Twoją zgodą przekażę zgłoszenie współpracującej agencji, która przygotuje propozycje także z takich miejscowości, a nie tylko z pierwszej linii.
Jak wybrać między południem a północą wyspy, pisałem we wpisie południe czy północ Teneryfy, a o kosztach, które przychodzą po zakupie, w tekście ile kosztuje utrzymanie mieszkania na Teneryfie.





